ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

• Rdz 3, 9-15. Wielu spośród klasycznie myślących teologów twierdzi, że grzech pierworodny jest...

Słowo Życia - czerwiec 2024

Słowo Życia - czerwiec 2024

Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jakby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. (…) nasienie...

Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

Wiara Maryi, jej całkowite zaufanie w moc Boga działającego w całym jej życiu we wszystkich...

List do MPJ - maj 2024

List do MPJ - maj 2024

Mój Drogi, moja Droga! Czyż nie jest pięknie na świecie w maju? Zdążyłeś/zdążyłaś już zobaczyć...

Słowo Życia - maj 2024

Słowo Życia - maj 2024

Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha...

PROŚBA O MODLITWĘ!

PROŚBA O MODLITWĘ!

W dniach 7-10 kwietnia 2024 r. odbędzie się Kapituła Generalna i wybory do Zarządu naszej...

  • ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

    ŚLADY PO UPADKU - X Niedziela zwykła

  • Słowo Życia - czerwiec 2024

    Słowo Życia - czerwiec 2024

  • Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

    Czas próby, zaufanie, radość ze spotkania

  • List do MPJ - maj 2024

    List do MPJ - maj 2024

  • Słowo Życia - maj 2024

    Słowo Życia - maj 2024

  • PROŚBA O MODLITWĘ!

    PROŚBA O MODLITWĘ!

Myśl dnia.

"Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym „dla nas i dla naszego zbawienia”, to znaczy równocześnie świadczyć o tej godności, jaką człowiek ma wobec Boga. Świadczyć o tym powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie.” św. Jan Paweł II

Słowo Życia

Z Królestwem Bożym dzieje się tak, jakby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. (…) nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. (Mk 4, 26-27) Gdy będzie się nam wydawało, że ziarno posiane nie kiełkuje, nie traćmy ufności. Gdzie się coś robi, tam zawsze czegoś się dokona.

Czytaj więcej  

Kalendarz

czerwiec 2024
N P W Ś C Pt S
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30

Przyjaźń duchowa - Niedziela Miłosierdzia Bożego

sector76791683.jpg

Dz 4, 32-35. Pierwsza lektura z drugiej niedzieli wielkanocnej tegorocznego cyklu, to tak zwane podsumowanie, streszczenie albo zamknięcie jakiegoś ważnego wątku, które regularnie stosuje Łukasz w tekście Dziejów. Służy mu ono jako sposób zakończenia ważnego tematu i przejście do opisu następnych wydarzeń. Co kończy tym razem autor wspomnianym podsumowaniem? Doświadczeniem, które umacnia wiarę młodego Kościoła, opisanym kilka wersetów wcześniej, jest pierwsze cierpienie dla imienia Jezusa, jakie mężnie ponieśli Piotr i Jan.

Nie chcieli zgodzić się na warunki Żydów i zamilknąć o Chrystusie. Apostołowie byli za to szykanowani lecz groźby świata okazały się niewiele znaczyć. Uczniów potrzymano chwilę w więzieniu, postraszono, ale widząc determinację ich wiary – zwrócono wolność. Piotr i Jan dumni, heroiczni, wypróbowani, wracają do wspólnoty. Kościół zostaje umocniony ich wiarą i świadectwem. Gdzie jest kilku pasterzy i wiernych za wszelką cenę stojących po stronie Jezusa, tam rodzina duchowa dzieci Bożych szybko wzrasta. Czy jesteś odważny w wierze, czy ciągle przestraszony? Czy miałeś już okazję wypróbować twoją duchową wierność Chrystusowi? Kiedy i z jakim wynikiem?

To nie metody duszpasterskie decydują o rozkrzewianiu wiary. Potrzeba ludzi pewnych moralnie i duchowo, wówczas delikatna gałązka ewangelii, zasadzona na dowolnym gruncie, rozkwitnie. Krótkie cztery wersety, zaczerpnięte z Dziejów na rozmyślanie w Niedzielę Miłosierdzia, opisują niebywałą witalność Kościoła, jego radość, życiodajność i młodość. Łukasz, autor księgi, mógł znać bardzo cenny, antyczny traktat Platona, pod tytułem „Państwo”, w którego czwartym rozdziale wielki filozof z Hellady dowodzi, że prawdziwa, duchowa przyjaźń jest dopiero wówczas, gdy ludzi łączy gotowość wyrzeczenia się czegoś z czystej miłości, życzliwości lub szacunku wobec drugiego. Może być wiele deklaracji, politycznych podniet, wspólnego gnania przeciwko komuś na barykady – kurz opadnie szybko, pozorna przyjaźń obumrze. Kiedy jednak ponosi się ofiarę nie ze względu na jakąś idee, ale z racji na żywego Boga lub konkretnego człowieka – to łączy dusze poważną, niezatartą, głęboką więzią.

Pierwotny Kościół, precyzyjnie uchwycony przez Łukasza, praktykuje radykalnie tę właśnie zasadę, tylko nie w oparciu o filozofię, lecz w oparciu o krzyż i wiarę w Chrystusa. Wierzący mają jedno serce i jedną duszę (w. 32). Wyczuwa się w życiu wspólnoty wolność i swobodę bycia chrześcijaninem. W uczniach działa bezbrzeżna łaska (z gr. xaris – dar, charyzmat, wpływ Boży, natchnienie, które ubogaca osobowość i czyni ją nieprzeciętną, w. 33). Kościół pierwotny jest tak piękny i zawsze uznawany potem będzie za wzór dla potomnych, ponieważ nie ma w nim ludzi przymuszonych kulturowo do wiary, stojących jedną nogą pod ostatnim filarem świątyni, podpierających ściany. Wszyscy wiedzą, po co są Kościołem.

Oczywiście, więź między chrześcijanami jest też bardzo praktyczna. W istocie jednoczy ich wspólnota dóbr (w. 32b). Kościół pierwotny, gdy jeszcze posługiwał się katechumenatem, czyli długotrwałym przygotowaniem neofitów do Chrztu świętego, wymagał w pewnej chwili dziesięciny. Można mówić wiele słów o ufności, jeśli jednak bracia i siostry nie ograniczają materialnie swoich potrzeb, aby wspierać innych, wspólnota żyje w gruncie rzeczy jakąś urojoną teorią, wypacza się i przestaje w końcu świadczyć. To dlatego strażnikami materialnej hojności są sami apostołowie. Do ich stóp składa się środki konieczne do życia (w. 35). Kto uczciwie, roztropnie, w duchu ubóstwa zarządza dobrami ekonomicznymi, będzie prawdziwym ojcem duchownym, czyli biskupem, proboszczem lub katechistą swojej wspólnoty. Czy praktykujesz jałmużnę? Jaka jest twoja wolność i hojność materialna?

Na koniec wprowadzenie do pierwszego ze źródeł modlitwy myślnej na ten dzień, warto podkreślić również wymiar roztropności młodego Kościoła. Czasem niespokojne, socjalistyczne ruchy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku, powoływały się ideologicznie na wspólnotę dóbr u początków chrześcijaństwa, aby usprawiedliwiać budowę pegeerów i kołchozów. Nieprawda. Celem praktyki pierwotnego Kościoła nie jest idea socjalizmu ani żadna inna lecz ludzka bieda, której trzeba zaradzić. Głoszenie ewangelii na poziomie duchowym, bez zatroszczenia się o godność człowieka, jest w istocie nieprzydatne. Apostołów cechuje wielka roztropność (w. 35b). Nie rozdają wszystkiego, co mają. Nie uprawiają populizmu, czyli rozdawnictwa dóbr na pokaz. Nie wyręczają pracy ubogich – co mogą zrobić, niech zrobią sami. Miłosierdzie to zaspokojenie realnych potrzeb człowieka, w miarę możliwości z zaangażowaniem jego twórczych sił i talentów.

1 J 5, 1-6. Trzy bardzo krótkie pisma Janowe, skomponowane w formie listu, są szczególnym świadectwem literatury. Dlaczego? Bo stanowią intymny dialog, jakby powierzanie słów mądrości, wskazówek, czyli pouczanie młodych dusz przez starszego. Można je nazwać dziennikiem - diariuszem prezbitera. Jakkolwiek współczesność nie lubi pouczenia, a nawet nim gardzi, to jednak ma ono znaczenie i jest niezbędne dla wewnętrznego wzrostu. Według ducha ewangelii, kto nie wejdzie do szkoły Jezusa, nie zgodzi się być uczniem, nie nadaje się do życia chrzcielnego. Kościół nie ufał ludziom, którzy nie ufali Mistrzowi. Z intuicji trzech kolejnych listów prezbitera Jana, czerpał potem obficie chrześcijański ruch pustyni. Tam największym autorytetem cieszył się abba, czyli duchowy ojciec, do którego przychodzili uczniowie po kierownictwo, pocieszenie, mądrość i naukę. Kto prowadzić się chce sam, z pewnością upadnie i nie ma szans, by nauczył się dobrze ewangelii. Komu w Kościele ufasz? A może prowadzisz się sam?

Jan mówi, w istocie tak można streścić cały przekaz rozważania z drugiego fragmentu Słowa Bożego na tę niedzielę, że wiara jest szczytem miłosierdzia (w. 4b). Można tworzyć szkoły wielkich idei i zapewne są one potrzebne. Apologetyka czyni chrześcijaństwo wiarygodnym wobec tego świata ale nie wystarczy dla pojedynczej duszy człowieka. Można wykonywać uczynki miłosierdzia. Jak najbardziej, to niezmiernie istotne, by nie omijać głodnych i spragnionych. Jednak największym pragnieniem każdego człowieka jest mieć wiarę. Ta niepozorna cnota podtrzymuje cały sens w duszy.

Miłosierdzie zatem doprowadza osobę ludzką do poznania Chrystusa (w. 1). Jezus to namaszczony (z gr. xrestos – Chrystus, mesjasz, pachnący, polany obficie królewskim olejem). To dlatego wiara jest czymś tak niezwykłym. Nie dla obrzędów lub tajemniczych cudów. Nadzwyczajności zdarzają się magom we wszystkich, wymyślonych przez człowieka religiach tego świata. W chrześcijaństwie warto wierzyć z powodu Chrystusa. On, sam Bóg o królewskiej godności, przez krew i wodę (w. 6) zbliża się do pospolitego człowieka. I nie odrzuca go, nie pogardza nikim, przeciwnie - ceni, pragnie się zaprzyjaźnić. Wiara zatem to niepowtarzalny stosunek między duszą zwykłych ludzi a boskim Pomazańcem. Tyle osób goni za małym gestem akceptacji doczesnych dostojników, celebrytów czy gwiazdorów. Żeby tylko spojrzał na nich ten lub inny polityk albo biznesmen z korporacji. I wielu z tego powodu nie śpi po nocach, cierpi udrękę, przeżywa jakieś wewnętrzne nieszczęście. A lekceważy się wiarę, przez którą dostąpić można pięknej, jedynej takiej przyjaźni z Królem i Bogiem.

J 20, 19-31. Ewangelia Jana, mimo że w istocie jest rozszerzonym komentarzem do tego, co napisali już wcześniej trzej Synoptycy, ukazuje podobną intuicję co do samego faktu zmartwychwstania. Jan zastrzega, podobnie jak Marek, Mateusz i Łukasz, że w zasadzie wszystkie spotkania Chrystusa chwalebnego z uczniami po wyjściu z grobu i pokonaniu śmierci, dzieją się z inicjatywy Pana. On nie zniechęcił się wielkopiątkową słabością uczniów lecz przychodzi ponownie, jakby za nimi tęsknił i bardzo pragnął już ich zobaczyć. Uczniowie przez trzy lata byli egocentryczni, zapewne chodzili ścieżkami Jezusa z Nazaretu ze względu na siebie samych, z braku zajęcia, dla zysku, sławy, powodzenia i dorobku. Być w najbliższym gronie sławnego wówczas Mistrza, to coś niezwykłego. Krzyż obnaża ich dwuznaczność ale ucieczka i zdradza nie rozczarowuje samego Chrystusa. To jest wierny, boski Przyjaciel. Dlaczego jesteś chrześcijaninem? Czy nie szukasz Boga dla jakiegoś zysku? Naśladujesz Chrystusa bezinteresownie? A gdy braknie konkretnych darów i błogosławieństw, gdy nawet trzeba pocierpieć – nadal jesteś z Jezusem, czy Go osamotniasz?

Skoro przyjaźń Boga do człowieka została tak bogato zaznaczona w dwóch wcześniejszych lekturach, to warto modlić się również w ten sposób dzisiejszą ewangelią. Gdzie są w niej pokazane ślady Jezusowej, szlachetnej przyjaźni? Najpierw w pozdrowieniu, które Pan kieruje do zamkniętych z lęku przed Żydami apostołów. Chrystus nie potrzebuje zbędnych słów, wymówek ale natychmiast wprowadza atmosferę pokoju (z gr. eirene – harmonia, ład, zespolenie serc, uleczenie, uzdrowienie, w. 19). Duchową przyjaźń charakteryzuje regularność. Nie skupia się na słabościach lecz podkreśla zalety drugiego. Nie jest pretensjonalna ale hojna, wspaniałomyślna. Nie trzeba się o nią ubiegać, bo sama chce być znaleziona i rozdana.

Drugi z gestów, który może wspierać w tę niedzielę medytację nad podanym przez Kościół fragmentem z ewangelii Jana, to ukazanie uczniom rąk oraz boku (w. 20). Oczywiście, ów symbol należy interpretować w kluczu wiarygodności Męki i Zmartwychwstania, jakie przeżył Pan. Nic nie było fikcją. Tak przejście prze krzyż, jak samo powstanie z grobu ma charakter realny, fizyczny, naprawdę cielesny. Jest w tym geście Jezusa jednak coś więcej. Ktoś chwyta drugiego za dłonie wtedy, gdy chce go pozdrowić albo potrzebuje pomocy. Przyjaźń poszukuje bliskości oraz kontaktu, inaczej zamienia się w czystą teorię. Przez bok ręka drugiego może dosięgnąć aż do serca, a ono jest ośrodkiem ciepła, akceptacji i miłości.
Kto więc daje przyjaźń, również świadczy miłosierdzie. Kto jest obdarzony darem przyjaźni, ma siłę szukać potem ludzi samotnych, zaginionych, nikomu niepotrzebnych. Czy cenisz przyjaźń? Czy znasz smak duchowej przyjaźni – czyli przyjaźni zrodzonej przez wiarę?

Nie jest wcale łatwo pojedynczo sprostać ludzkiej biedzie albo służyć w ubogich miejscach i dzielnicach. Trudno jest samotnie wejść do slumsu. Za każdym rogiem czai się podejrzenie i niebezpieczeństwo. Trzeba mieć wsparcie. A gdy ktoś wróci z misji, może drugiemu opowiadać swoje przeżycia, te dobre i te złe, długo w noc, przy jednym ognisku. Dlatego przyjaźń uprzedza uczynki miłosierdzia. Ramię w ramię zmienia się świat skutecznie.

ks. Jarosław Tomaszewski